
Patrycja Kierzkowska. Urodziłam się, w jednym z toruńskich szpitali, 8 listopada 1984 roku. Od czternastego roku życia większość osób woła na mnie shrew (czytaj: szru), co rzekomo odzwierciedla mój charakter. Z przyzwoitości nie zaprzeczam.
W Internecie jestem od 2000 roku - mając lat 16, zaczęłam pracować jako dziennikarz w tzw. e-zinach. W tamtych czasach nie było blogów, Facebooka czy dziennikarstwa obywatelskiego. Jedynie nieliczni posiadali modem, a połączenie z Interentem kosztowało 7 zł za godzinę (po godz. 18, taniej o połowę).
Rok później tj. 2001 zostałam rzecznikiem prasowym toruńskiej młodzieżówki pewnej partii politycznej, czego dzisiaj się wstydzę, ale nie wypieram.
W 2003 roku, jako uczennica klasy humanistyczno-dziennikarskiej VI LO w Toruniu, zdałam maturę i rozpoczęłam magisterskie, dziennie studia pedagogiczne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Wybór nie był przypadkowy. Interesował mnie człowiek. Tylko tyle albo aż tyle.
W tym samym roku opracowałam pierwszą strategię marketingową dla sklepu internetowego. Dwa lata później, czyli w 2005 roku, uruchomiłam pierwszy, własny sklep internetowy. W tamtych czasach, wbrew pozorom, nie było łatwo - płatne lub bezpłatne oprogramowanie do obsługi sklepów właściwie nie istniało, a jeśli było to bardzo prowizoryczne. Poza tym tylko nieliczni kupowali przez Internet, więc cóż z tego, że była mniejsza konkurencja, jeśli nie było klientów. Dziś branża e-commerce wygląda zupełnie inaczej. Na szczęście.
Od czasu uruchomienia pierwszego sklepu (który istnieje do dziś i ma się dobrze) udało się m.in.:
- uruchomić kilka innych własnych sklepów internetowych,
- uruchomić kilkanaście cudzych e-sklepów, które dzisiaj są znane w Internecie,
- zostać współwłaścicielem kilku innych dobrze prosperujących sklepów internetowych,
- wyrobić sobie dobrą opinię w branży e-commerce,
- rozwinąć własną firmę, która jest wspaniała.
W lipcu 2008 roku obroniłam, na ocenę bardzo dobrą, pracę magisterską pt. "Elektroniczne narzędzia wspomagające pracę nauczyciela. Przegląd i analiza dzienniczków uczniowskich, dzienników lekcyjnych i programów komputerowych" (temat, jak na tamte czasy, nowy i niezbadany, dziś już na nikim nie robi wrażenia). Tym samym uzyskałam stopień magistra pedagogiki o specjalności: Metody komputerowe w edukacji.
I od tamtego czasu dzieje się dużo ciekawych rzeczy. :)